ostatnio cały czas przypomina mi się Tato - jego spojrzenie, ręce, śmiech, szczegóły rozmów, gesty, głośne śpiewanie, jego twarz, to co lubił a najbardziej jego odchodzenie, żegnanie się...
tak bardzo za nim tęsknię...
bardzo...
i chyba ciągle się czuję zaskoczona jego nieobecnością..
Przez pierwsze pół roku po śmierci jak wracałam z pracy to całą drogę wyłam, modliłam się i powtarzałam "narobiłeś nam kłopociku Tatku". Teraz pustka jeszcze jakby większa...
sobota, 30 lipca 2016
czwartek, 28 lipca 2016
w lipcu
Od tylu dni zbieram się by napisać i jakoś mi nie idzie. Trzeba nad nawykiem pisania popracować ;-) Często pojawia mi się myśl: "o napisałabym o tym na blogu", ale nim znajdę się przy komputerze to już mi to odparowuje z głowy ;-)
Najlepiej odświeża mi się pamięć przy oglądaniu zdjęć ;-)
Akcja słoikowa ruszyła, w tym roku pierwszy do słoików miał zaszczyt wskoczyć bób i groszek, a dalej karuzela owocowo - warzywna się kręci ;-)
Kwiaty z racji mego późnego siania powoli zaczynają rozkwitać i pokazywać swój festiwal barw. Jest pięknie, a jeszcze czekam na inną późną grządkę - jej to dopiero jestem ciekawa :-)



Chrzest Święty Józefa za nami a to znaczy, że bezpieczny już jest i można być spokojnym o niego. Józiu cały chrzest się uśmiechał i zadowolony był, a potem dobrze współpracował ;-)
Zestresowałam się dopiero po Mszy w trakcie wydawania obiadu, bo nie poszło tak jak chciałam i planowałam. Ale generalnie chyba fajnie było ;-)

Chciałam się pochwalić, bo baaardzo jestem z siebie DUMNA! Sama zrobiłam stronę internetową genealogiczną i wreszcie mam nad nią pełną kontrolę :-)))
Zatęskniłam za uzupełnianiem drzewa i poszukiwaniami, a mam ogromne - kilkuletnie zaległości. Dane z pliku świadczą, iż jest 1187 osób w drzewie, ciekawe do ilu wzrośnie po uzupełnianiu :-)
A takich dzielnych towarzyszy miałam przy pracy ;-)

Józinek właśnie dziś stał się szczęśliwym posiadaczem drugiego zęba i zaczyna wędrować po kocyku odpychając się nogami. I muszę nagrać jak śmiesznie się głośno śmieje ;-)
Jeśli miarą szczęśliwości dziecka jest ilość brudu i siniaków to moja Marcelinka jest bardzo szczęśliwa. Mam nadzieję, że wyrośnie na czyste dziecko kiedyś w końcu ;-)
Mój ogródek na szczęście w jej rękach jest nie zagrożony, czego się obawiałam po akcji wiosennej z kwiatkami. Za to wie co może i potrafi sama pójść na łowy ;-)
Ukochanym słowem aktualnie jest 'taatusiu', a przezabawnie się słucha jak potwierdza 'taak, taak' i zaprzecza 'oooj nie, nie' - za każdym razem, nie wiem skąd jej się to wzięło, aż filmik nagrałam by kiedyś się posłuchała ;-)
Gdzieś w międzyczasie gościa mieliśmy na kominie stodoły, koty pierwsze go wypatrzyły i patrzyły jak na ufoludka ;-) Nie byłoby to sensacyjne gdyby nie fakt długości pobytu - stał chyba godzinę czasu i dał przedstawienie czyszczenia piórek, rozpościerania skrzydeł itd. Cudnie to wyglądało, tylko w aparacie bateria mi padła.

Teraz to chyba posiedzę przy kompie, bo ŚDM się zaczęły to oglądam, śpiewam i zazdroszczę ;-)
Najlepiej odświeża mi się pamięć przy oglądaniu zdjęć ;-)
Akcja słoikowa ruszyła, w tym roku pierwszy do słoików miał zaszczyt wskoczyć bób i groszek, a dalej karuzela owocowo - warzywna się kręci ;-)
Kwiaty z racji mego późnego siania powoli zaczynają rozkwitać i pokazywać swój festiwal barw. Jest pięknie, a jeszcze czekam na inną późną grządkę - jej to dopiero jestem ciekawa :-)


Chrzest Święty Józefa za nami a to znaczy, że bezpieczny już jest i można być spokojnym o niego. Józiu cały chrzest się uśmiechał i zadowolony był, a potem dobrze współpracował ;-)
Zestresowałam się dopiero po Mszy w trakcie wydawania obiadu, bo nie poszło tak jak chciałam i planowałam. Ale generalnie chyba fajnie było ;-)
Kawaler wyluzowany po gościach ;)

Chciałam się pochwalić, bo baaardzo jestem z siebie DUMNA! Sama zrobiłam stronę internetową genealogiczną i wreszcie mam nad nią pełną kontrolę :-)))
Zatęskniłam za uzupełnianiem drzewa i poszukiwaniami, a mam ogromne - kilkuletnie zaległości. Dane z pliku świadczą, iż jest 1187 osób w drzewie, ciekawe do ilu wzrośnie po uzupełnianiu :-)
A takich dzielnych towarzyszy miałam przy pracy ;-)

Józinek właśnie dziś stał się szczęśliwym posiadaczem drugiego zęba i zaczyna wędrować po kocyku odpychając się nogami. I muszę nagrać jak śmiesznie się głośno śmieje ;-)
Jeśli miarą szczęśliwości dziecka jest ilość brudu i siniaków to moja Marcelinka jest bardzo szczęśliwa. Mam nadzieję, że wyrośnie na czyste dziecko kiedyś w końcu ;-)
Mój ogródek na szczęście w jej rękach jest nie zagrożony, czego się obawiałam po akcji wiosennej z kwiatkami. Za to wie co może i potrafi sama pójść na łowy ;-)
Ukochanym słowem aktualnie jest 'taatusiu', a przezabawnie się słucha jak potwierdza 'taak, taak' i zaprzecza 'oooj nie, nie' - za każdym razem, nie wiem skąd jej się to wzięło, aż filmik nagrałam by kiedyś się posłuchała ;-)
Gdzieś w międzyczasie gościa mieliśmy na kominie stodoły, koty pierwsze go wypatrzyły i patrzyły jak na ufoludka ;-) Nie byłoby to sensacyjne gdyby nie fakt długości pobytu - stał chyba godzinę czasu i dał przedstawienie czyszczenia piórek, rozpościerania skrzydeł itd. Cudnie to wyglądało, tylko w aparacie bateria mi padła.

Teraz to chyba posiedzę przy kompie, bo ŚDM się zaczęły to oglądam, śpiewam i zazdroszczę ;-)
czwartek, 30 czerwca 2016
lawendowe zbiory
Jesienią przesadziłam lawendę w nowe miejsce i wreszcie mi w tym roku ruszyła. Zatem z Marceliną miałyśmy lawendowe zbiory :-)
środa, 29 czerwca 2016
kop energetyczny
haha właśnie odkryłam, że zawirusowałam komputer.
Czułam, że technicznie za długo dobrze nie będzie ;-)
Byłam dziś u fryzjera i po raz pierwszy w życiu mam poczucie jakbym była na sesji terapeutycznej... nawet nie umiem tego określić, ale dostałam MEGA kopa energetycznego, jakby ktoś mi coś w głowie przestawił, świat nowe barwy zyskał :-)))
A tylko kilka centymetrów włosów ubyło. Widocznie za dużo miałam na głowie ;-)
Chyba w związku z tym wreszcie jutro malowanie krzeseł zrobię! Energię muszę dobrze wykorzystać ;-)
Lubię ten stan. Najdziwniejsze, że co jakiś czas mi się zdarza i zazwyczaj wywołuje go u mnie piosenka bądź jakieś spotkanie, rozmowa, film czy książka. Ma tak ktoś jeszcze?
Trwa ileś czasu i mam poczucie, że góry mogę przenosić, mnóstwo rzeczy wtedy robię, pomysły rodzą się z prędkością światła i jestem jak nakręcona :-)
Znaczy chwilo trwaj, bo mam listę rzeczy do zrobienia!
PS. Nadrabianie blogów tydzień albo dwa mi zajmie, bo za dużo zaległości mam.
Przy okazji ile nowych, fajnych blogów odkrywam! :-)
Czułam, że technicznie za długo dobrze nie będzie ;-)
Byłam dziś u fryzjera i po raz pierwszy w życiu mam poczucie jakbym była na sesji terapeutycznej... nawet nie umiem tego określić, ale dostałam MEGA kopa energetycznego, jakby ktoś mi coś w głowie przestawił, świat nowe barwy zyskał :-)))
A tylko kilka centymetrów włosów ubyło. Widocznie za dużo miałam na głowie ;-)
Chyba w związku z tym wreszcie jutro malowanie krzeseł zrobię! Energię muszę dobrze wykorzystać ;-)
Lubię ten stan. Najdziwniejsze, że co jakiś czas mi się zdarza i zazwyczaj wywołuje go u mnie piosenka bądź jakieś spotkanie, rozmowa, film czy książka. Ma tak ktoś jeszcze?
Trwa ileś czasu i mam poczucie, że góry mogę przenosić, mnóstwo rzeczy wtedy robię, pomysły rodzą się z prędkością światła i jestem jak nakręcona :-)
Znaczy chwilo trwaj, bo mam listę rzeczy do zrobienia!
PS. Nadrabianie blogów tydzień albo dwa mi zajmie, bo za dużo zaległości mam.
Przy okazji ile nowych, fajnych blogów odkrywam! :-)
poniedziałek, 27 czerwca 2016
jest!
Mamy internet wreszcie! Już zapewne bez niespodzianek, choć trudno mi w to uwierzyć, bo tylu technicznych niespodziankach, których miało nie być ;-)
Technicznie cały czas leżymy, bo co chwila coś się psuje albo w ogóle nie działa.
Od dwóch tygodni jestem bez telefonu, bo całkiem padła mi komórka, więc wraz z brakiem neta i tv żyłam sobie spokojnie na odwyku. Refleksję mam w związku z tym - mam za dużo rozmów, bo czuję się przegadana, zdecydowanie lepiej mi bez telefonu (aczkolwiek pierwszy tydzień cierpiałam a wraz ze mną mąż, bo mu wieczorami telefon podbierałam i się lekko wkurzał już ;-)) Drugi tydzień już mam zupełny luz, nawet karty nie przekładam by smsy sprawdzić.
Niemniej idę w tym tygodniu po telefon, bo brakuje mi rozmów z mamą :-)
Plan mam wrócić do pisania bloga, regularnego. Notki co chwila powstają w mojej głowie albo zdjęcia nawet bez głowy, bo je po prostu robię. Dziś jednak zamierzam odświeżyć Wasze blogi, znaczy wybrać się w odwiedziny :-)
Przygotowania chrzcielne u nas trwają - 10 lipca odbędzie się Józefowi udzielony Chrzest Święty. Chrzestnych mamy, obiad zaplanowany, zadania w zasadzie rozdzielone, goście policzeni i zaproszeni, ubranko dla Józia kupione - teraz tylko mi dekoracja została do przemyślenia i zrobienie zakupów.
Dorosłych będzie 26 osób i 11 dzieci :-)
W międzyczasie Marcysia 3 latka skończyła.
Dzień wcześniej czy raczej wieczór wcześniej miałam kryzys i doszłam do wniosku że jestem kiepską matką, że się nie przygotowałam do tych urodzin itd., rozwaliło mnie chyba najbardziej, że nie miałam w domu trzech świeczek na tort, więc wypłakałam się Onemu w rękaw i rano zabrałam się kreatywnie do dzieła ;-)
Z rana plakat namalowałyśmy farbami, powiesiłyśmy przy wejściu do domu i czekałyśmy na gości urodzinowych :-) Obyło się wprawdzie bez świeczek, ale torcik truskawkowy był :-)
No to chyba wróciłam blogowo ;-)
Technicznie cały czas leżymy, bo co chwila coś się psuje albo w ogóle nie działa.
Od dwóch tygodni jestem bez telefonu, bo całkiem padła mi komórka, więc wraz z brakiem neta i tv żyłam sobie spokojnie na odwyku. Refleksję mam w związku z tym - mam za dużo rozmów, bo czuję się przegadana, zdecydowanie lepiej mi bez telefonu (aczkolwiek pierwszy tydzień cierpiałam a wraz ze mną mąż, bo mu wieczorami telefon podbierałam i się lekko wkurzał już ;-)) Drugi tydzień już mam zupełny luz, nawet karty nie przekładam by smsy sprawdzić.
Niemniej idę w tym tygodniu po telefon, bo brakuje mi rozmów z mamą :-)
Plan mam wrócić do pisania bloga, regularnego. Notki co chwila powstają w mojej głowie albo zdjęcia nawet bez głowy, bo je po prostu robię. Dziś jednak zamierzam odświeżyć Wasze blogi, znaczy wybrać się w odwiedziny :-)
Przygotowania chrzcielne u nas trwają - 10 lipca odbędzie się Józefowi udzielony Chrzest Święty. Chrzestnych mamy, obiad zaplanowany, zadania w zasadzie rozdzielone, goście policzeni i zaproszeni, ubranko dla Józia kupione - teraz tylko mi dekoracja została do przemyślenia i zrobienie zakupów.
Dorosłych będzie 26 osób i 11 dzieci :-)
W międzyczasie Marcysia 3 latka skończyła.
Dzień wcześniej czy raczej wieczór wcześniej miałam kryzys i doszłam do wniosku że jestem kiepską matką, że się nie przygotowałam do tych urodzin itd., rozwaliło mnie chyba najbardziej, że nie miałam w domu trzech świeczek na tort, więc wypłakałam się Onemu w rękaw i rano zabrałam się kreatywnie do dzieła ;-)
Z rana plakat namalowałyśmy farbami, powiesiłyśmy przy wejściu do domu i czekałyśmy na gości urodzinowych :-) Obyło się wprawdzie bez świeczek, ale torcik truskawkowy był :-)
No to chyba wróciłam blogowo ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

