czwartek, 20 czerwca 2013

moja historia

Zbieram się i zbieram by napisać, ale natchnienia brak ;)

Taką uwagę zrobię ogólną do całości, że przez te kilka dni czułam i widziałam jak Pan Bóg się o mnie troszczy czasem nawet w bardzo prostych rzeczach jak np. spotkanie konkretnej osoby, osobny pokój, czyjaś życzliwość. Czułam modlitwę, która w jakiś przedziwny sposób mnie niosła, chroniła i dawała ogromny POKÓJ. Ogromny wewnętrzny pokój to chyba było to co mnie najbardziej zaskoczyło przez cały okres porodu i po porodzie.

Zatem moja historia porodowa zaczęła się z czwartku na piątek o 1.15 odpłynięciem wód. I to jest dla mnie hit porodu, ponieważ pół ciąży zastawiałam się co ja zrobię jak nie zauważę ich wypłynięcia. A tu dość, że zauważyłam to 3 minuty przed wiedziałam, że właśnie za chwilę pęknie mi pęcherz ;-) 
Zabawnie było jak obudziłam Onego i mówię, że wody idą, by szybko przyniósł ręczniki. A on wyskoczył jak oparzony z łóżka i pyta się jakie wody!!?? Zaczęłam się śmiać i jeszcze szybciej  wody leciały ;-) Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości jak ja to uprzejmie donoszę, że NIE DA się nie zauważyć odpłynięcia wód.

Przed porodem zarzekałam się, że do szpitala pojadę jak będę mieć skurcze co 5 minut. A pojechałam 2 godziny po wypłynięciu wód z pojawiającymi się coraz częściej bólami krzyżowymi i skurczami. [tu będzie punkt do poprawki przy następnym porodzie, bo żałowałam później że nie zrobiłam jak planowałam ;-)].
Przyjęto mnie, zaprowadzono do sali porodowej i .... poszliśmy spać :-)
O 10 lekarz stwierdził, że skurcze za słabe i idę na patologię ciąży czekać na skurcze właściwe. To poszłam. Tylko, że one wcale nie zwiększały swej intensywności i czekałam, czekałam... 

Za to całą noc z piątku na sobotę męczyły mnie skurcze i bóle krzyżowe [i współczułam wszystkim kobietom wcześniejszym, które musiały cierpieć i rodzić na leżąco]. W sumie więc nie pospałam kolejnej nocy, bo nie dało rady.
W sobotę rano lekarz zawitał, zaprosił na badanie i stwierdził 2 cm rozwarcia. Zaprosił mnie do porodu z oksytocyną. Więc grzecznie powiedziałam, że jej nie chcę, że chcę naturalnie bez wspomagaczy. No to otrzymałam cała tyradę o braku odpowiedzialności, że to ogromne zagrożenie dla dziecka, bo już 1,5 doby bez wód itd. Wysłuchałam grzecznie, powiedziałam że jestem świadoma ale nie zgadzam się na oksytocynę. Zdenerwował się, bo zdążył już zapisać pół strony w karcie i mu szyki popsułam, dopisał kolejne ileś wierszy i kazał podpisać. Co uczyniłam i poszłam.
W tym samym czasie na oddział 'przypadkiem' przyszła położna z którą miałam rodzić i namówiła mnie na badanie, bo nie potrafiłam jej odpowiedzieć na pytanie o szyjkę. Zbadała mnie i stwierdziła, że jest dobre 4 cm rozwarcia i szyjka przygotowana do porodu. Namówiła mnie bym jednak poszła na tą salę porodową, żeby poużywać piłki, różnej aktywności itd. No to się zgodziłam. Spakowałam manatki, zadzwoniłam po Onego i znalazłam się na porodówce. Faktycznie aktywność po niedługim czasie zaczęła powodować, że skurcze miałam intensywniejsze i częstsze. Najlepiej było mi na piłce z masażem krzyża przez Onego, będę go za to wychwalać bez końca. Pamiętam, że przez jakiś czas fajnie nam się rozmawiało, a w pewnym momencie czułam się trochę jak w transie przypływam - odpływałam. I nawet zdarzało mi się wtedy myśleć, że przecież to miało być jeszcze trudniejsze. W tym samym czasie czasowo też już nie ogarniałam. Położna mnie zbadała i stwierdziła 9 cm rozwarcia. Nie mogłam uwierzyć, że niedługo finał.
Po niedługim czasie (tak mi się wydawało) zaczęły się parte. W pewnym momencie pomiędzy falami tych skurczy coś było nie tak, bo nie miałam chwili na 'złapanie oddechu', bo mnie bardzo bolało na dole.
Zmieniałyśmy miejsca, bo może gdzieś byłoby mi lepiej przeć [miejsce takie znalazłam i chcę tam spróbować następnym razem ;-)], tylko nie było efektu. Trwało to chyba z 1,5 godziny (chyba bo tak na oko sobie policzyłam). Zjawili się lekarze, jeden mnie zbadał i stwierdził niewspółmierność porodową, że do cesarskiego cięcia. Jakoś nie było we mnie buntu czy strachu, się zgodziłam i akcja cc się zaczęła. Szczegółów oszczędzę, ale na urwał mi się film. Marcelina urodziła się o 16.57 w sobotę :-)
Na sali poporodowej od razu poprosiłam o położenie Marceliny przy mnie i zabrałam się za karmienie. Dobrze, że tylko głową ruszać nie mogłam, bo ręce się przydały i Młoda od razu jadła :-) No i już jej nie oddałam ze swego łóżka szpitalnego :-)


CDN ;-)





67 komentarzy:

  1. Basiu czekałam na opis :) A jednak cc Cię nie ominęło, szkoda. Widzę, że Marcelinka jak Mati niewspółmierni z mamami byli. Mi wody też odeszły w domu przy 7cm rozwarcia, chlusnęło, że aż miło, dziwne uczucie jakbym sie posikała i masz rację tego nie da się pomylić z niczym innym:)Ty przyjechałaś za wcześnie do szpitala a ja za późno:)Dobrze, że Marcelinka zdrowa jak rybka a mama czuje się dobrze? Uściski:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widziałam po wodach, że nie ma się co spieszyć, bo były wzorowe, młoda się ruszała itd. U Ciebie były zielone, to już na sygnale trzeba jechać.
      Mam nadzieję, że kolejne uda się naturalnie bez cięcia :)
      Zresztą nieważne. Ważne, że urodziło się zdrowe a i że z nami jest dobrze :)

      Mama czuje się super :)

      Usuń
    2. Ja do szpitala dojechałam jak miałam skurcze co 2min 44 sekundy i prawie już rodziłam, ale mnie wzięły skurcze to od razu miałam co 3 minuty wcześniej nic nie czułam, gdybym rodziła naturalnie poszłoby ekspresem:)

      Usuń
    3. ekspres jesteś normalnie :)

      Usuń
  2. No i Ony przezabawny z tymi wodami :):)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do tej pory jak wspomnę to mi się śmiać chce :))

      Usuń
  3. Basiulek! błogosławcie ten czas! Przyjęliście najmiejszego więc również Samego Boga!!!!!!
    Marcelinka śliczniutka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, prawdziwie błogosławiony ten czas! :)

      Usuń
  4. Pięknie napisałaś o Cudzie Narodzin. Jak będziesz chrzcić Marcelinkę, to napisz wcześniej, koniecznie chcę Jej wysłać pamiątkę...Bardzo cieplutko Was przytulam do serca:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chrzcimy prawdopodobnie końcem lipca lub w połowie sierpnia :)

      Usuń
  5. Opisy około porodowe na sama myśl jeży mi się włos :) A propos Onego to mój stwierdził, że mam iść spać bo przecież nie rodzę, chyba za dużo filmów sie naoglądał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się nie jeży :)
      Miałam i mam pozytywne nastawienie do porodu :)))

      Usuń
  6. A dlaczego nie chciałaś oksytocyny? Ja bym nie podjęła takiego ryzyka, tym bardziej że wiem, że moją siostrę ledwie odratowali po tym, jak mojej mamie odeszły wody a lekarze za długo zwlekali z cc. No ale to Twoja decyzja, najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żona - zależy jakie wody odeszły Twojej mamie, jeśli zielone lub mętne to należy bezzwłocznie jechać do szpitala, bo to znaczy, że coś złego się dzieje z dzieckiem.

      Nie chciałam sztucznej oksytocyny, bo mam przecież swoją własną, produkowaną w organizmie. Była to przemyślana decyzja, KTG było bardzo w porządku, więc dziecku się nic nie działo, skurcze swoje już miałam, na brak wód otrzymywałam antybiotyk itd.
      Sztuczna oksytocyna powoduje, że skurcze są bardziej bolesne, są krótsze przerwy pomiędzy nimi, nie da się ich wyhamować. Przy swojej naturalnej oksytocynie organizm sam reguluje, wie kiedy zrobić pauzę by kobieta mogła "złapać oddech".

      Usuń
    2. Nie wiem, jakie odeszły, wiem tylko, że od razu pojechała do szpitala, całą noc leżała na sali i nikt nawet do niej nie zajrzał, a dopiero rano się nią ktokolwiek zajął. Ponoć któryś z lekarzy miał urodziny tego dnia:| To były inne czasy, głęboka komuna jeszcze.

      Wiem o wszystkich minusach sztucznej oksytocyny, ale mimo wszystko, nigdy nie decydowałabym się na poród bez niej, jeśli lekarz zdecydowałby, że jest potrzebna. Dla mnie to oznaczałoby niepotrzebne narażanie swojego dziecka na niebezpieczeństwo, bo nie mam takiej wiedzy medycznej, żeby ocenić, na ile decyzja lekarza jest słuszna. Ale tak ja bym zrobiła, Ty zdecydowałaś inaczej, a najważniejsze i tak, że dzieciatko zdrowe:)

      Usuń
    3. OK.
      Ja uważałam i uważam, że oksytocyna ma więcej minusów przy normalnym, fizjologicznym porodzie. A taki był mój. :)

      Usuń
    4. Przede wszystkim u nas oksytocynę podaję się 50-60 proc. rodzących, a wg WHO bodajże wskazanie do niej ma ok.10 proc. ciężarnych. Też bym się nie zgodziła na oksytocynę, chyba że miałabym jakieś złe przeczucie albo jak piszesz te wody zielone. W innym przypadku ani oksytocyna, ani próżnociąg czy poród kleszczowy nie byłyby dla mnie - to już wolę cc, choć mam nadzieję, że wszystko pójdzie "wzorowo" ;)

      Usuń
    5. Niewspółmierność porodowa jest przeciwwskazaniem do oksytocyny!!!
      W ogóle czytałam gdzieś, że bodajże wg WHO oksytocynę powinno podawać się ok.10 proc. rodzących, tymczasem w Polsce to jest ponad 50 proc.! Wydaje mi się, że często robione to jest na zasadzie: "będzie szybciej, mniej się z nią umęczymy". Problem w tym, że np. często podają oksytocynę kobietom, które mają małe rozwarcie... No i katastrofa gotowa: skurcze coraz częstsze, coraz bardziej bolesne, a rozwarcia brak...

      Usuń
    6. no właśnie, zgadzam sie!

      Usuń
  7. Przepiękna ta Twoja dzidzia:) Nagapić się nie mogę. Prawdziwe CUDO!

    OdpowiedzUsuń
  8. Basiu podziwiam decyzję o odstąpieniu od oksytocyny. Sam byś tak nie postąpił, dlatego tym bardziej podziwiam.


    Może Aga zdecyduje się opisać swoje akcje, poród 35 minut :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm może opiszę, kto wie hehe.... ;) Przy drugim planuję 15 minut i po sprawie. :D

      Usuń
    2. Krzysztof, ale przecież kobiecie rodzącej oksytocyna sama się wytwarza w organizmie, więc nie rozumiem po co aplikować sobie sztuczną?

      Aga - dobre tempo! :)

      Usuń
  9. Z pewnością mialas dobry powod zeby oksytocyny nie chciec. Córeczkę masz przesliczna, mam nadzieje, ze obydwie dobrze sie czujecie :))
    Szybkiego powrotu do formy zycze i pozdrawiam goraco :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czujemy się super! i jest bardzo fajnie :)

      Usuń
  10. Słodziak mały z tej Marcelinki :) Dobrze, że w szpitalu mogła być cały czas przy tobie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję Ci kochana. Cieszę się bardzoo, że wszystko zakończyło się szczęśliwie, że obie jesteście w domu. Mocno Was przytulam, ale..... nie ukrywam, że na Marcelinę jestem trochę zła. Skoro już tyle czekała i czekała w tym brzuchu, to jeszcze ten jeden dzień mogła poczekać i świętowałybyśmy urodziny razem :)

    P.S. A karteczki dla Ciebie gotowe. Podeślę potem fotki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Basiu, Basiu, Basieńko ale cudna historia. Wprawdzie o porodach wiem tyle co o lotach na marsa to podziwiam sprzeciwianie się lekarzowi w TAKIEJ chwili !!! ja pierniczę ja to bym pewnie z bólu i ze strachu pozwoliła sobie w żyłę dać co tylko by kazali i łykać co by dali i w ogóle ... nie wiem czy to dobrze czy źle, że nie chciałaś przyspieszać porodu ale i tak pokłon i szacun za odwagę ! serio !

    No i dobrze, że się wszystko udało i, że czułaś Niebieskie wsparcie i nic a nic się nie bałaś. To chyba jeden z najoptymistyczniejszych opisów porodu jakie czytałam .... uffff no to może jednak te dziecioki zmajstruję :)

    PS. Marcela cuuuuuuuuuuuuuuuuuuudna, nie dosyć, że ma włosy jak roczniak to w dodatku dzięki CC nie ma spłaszczonej czaszki ! no nic tylko zapisy robić na taką narzeczoną już teraz ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polly nasza znajoma powiedziała, że poród dla niej był mega przezyciem wręcz mistycznym, po porodzie miała takiego powera, że położne ganiały ją po korytarzu, żeby się położyła ... a ja chciałam się tylko nie ruszać, żeby nie bolało, także wiesz każdy odczuwa wszystko inaczej :) Majstruj tego bobasa :)

      Usuń
    2. Polly jak byłby ból to znaczy, że Ci już oksytocyna niepotrzebna, bo Twoja własna już wykonuje swoją pracę :)
      Ja miałam normalny, fizjologiczny poród, więc nie było potrzeby go sztucznie pospieszać. Stąd moja decyzja. A dziecku na tym etapie nic nie groziło.

      Majstruj, majstruj! Dzieciaki są cudne :)
      Poród naprawdę nie jest straszny i bardzo do przejścia :)

      Promyczku też mam powera, funkcjonuję już prawie normalnie, tylko trudniej mi się wstaje. Cudnie jest!

      Usuń
    3. ja to nie mam doświadczenia i nie znam się co się powinno robić i jak no i jak tam organizm reaguje, ale teraz kiedy szczęśliwie jesteś już mamą a Marcelinka jest zdrowa jak ryba mogę Ci napisać, że w lutym żona przyrodniego brata Lu (syna jego macochy który tak nas nie powiadomił o swoim ślubie) urodziła na terminie martwe dziecko. W nocy koło 24.00 odeszły jej wody i były w porządku ale, że skórcze były rzadkie to poszła spać i postanowiła pojechać do szpitala rano jak wstaną. Tak też zrobiła i pojawiła się w szpitalu o 7.00 rano. Tam okazało się, że dziecko było owinięte pępowiną i już nie żyje. Musiała urodzić martwe. Do teraz oboje są w szoku i żałują, że nie pojechali do szpitala od razu jak wody odeszły bo wtedy dziecko jeszcze żyło i może by się je dało uratować.

      Zatem Basiu poród jak dla mnie to jest jakieś przerażające doświadczenie i nie wiem co się robi, że było dobrze.

      Ale u Was w porządku więc ulżyło mi. Po wiadomości o tamtym zdrowym dziecku, które nie przeżyło, bałam się o Ciebie trochę ale Ci nie pisałam bo wiadomo ... nie chciałam straszyć.

      Ja na razie nie majstruję :) byłam u endokrynologa i mam takie wyniki tarczycy, że ciąża w tej chwili nie możliwa, muszę dostarczyć sobie jodu ;]

      Usuń
    4. Basiu - brawo za odwagę. Moją Lenkę całą od początku wywoływali oksytocyną. Ból niemiłosierny, a rozwarcia nie ma. Sensu tez nie było wielkiego żeby ją wywoływać, a jednak to zrobili, a ja głupia, niedoświadczona i przestraszona się zgodziłam :(((
      Przy drugim była już mądrzejsza :)))

      Usuń
    5. Jeśli chodzi o nie zgodzenie się na oksytocynę po odejściu wód to podziwiam za taką decyzję, ja na pewno zgodziłabym się bo bałabym sie o dziecko a nie o siebie.
      Polly takie straszne rzeczy zdarzają się niestety:( i na to czasem nie mamy wpływu, trzeba być dobrej myśli, modlic się o szczęśliwe rozwiązanie i o to, żeby trafić na kompetentnych lekarzy, którzy podejmą odpowiednie decyzje. Ja do dziś dziękuję, że trafiłam na super lekarza na odziale. Moja lekarka zawiodła na całej linii. Gdyby nie ten lekarz i natychmiastowa decyzja o cc to ja byłabym rozcięta i poszarpana na dole chyba aż za pupę a mały miałby połamane całe kości barkowe, nie chcę o tym nawet myślec. No, ale wszystko dobrze się skończyło.
      A Ty lecz swoją tarczycę i do dzieła :P

      Usuń
    6. Basiu a ja podziwiam za kondycję, ja miesiąc po cc nie mogłam założyć innych spodni oprócz dresów i ciązowych, bo tak mnie bolało całe podbrzusze nie mówiąc o ranie. Przez dwa tygodnie miałam stopy jak balony napuchnięte po tych kroplówkach tak, że skarpetek włożyć nie mogłam. Miesiąc dochodziłam w sumie do siebie. Byłam bardzo osłabiona i obolała. Nie wiem może mam słabszą odporność na ból albo słabszy organizm.

      Usuń
    7. Basia, ja podłączę się do gratulacji i słów podziwu i uznania, jakie wyraziły dziewczyny wyżej. Jesteś mega dzielna babka i tak trzymaj. Uściski, kochana. A niunia jest prześliczna.

      Usuń
    8. Rozumiem Polly Twój strach i lęk. Przykro mi bardzo z powodu tego nieszczęścia jakie dotknęlo brata Lu.
      Ja nie napisałam wyżej o wszystkich czynnikach, które brałam pod uwagę i obserwowałam u siebie. Kolejnym podstawowym czynnikiem jest obserwacja ruchów dziecka przez mamę (uwierz nie da się nie zauważyć mniejszej ruchliwości) i KTG. Nie można jednak odnosić ich do siebie, bo procent zagrożenia życia dziecka lub/i matki jest niewspółmierny do prawidłowych, fizjologicznych ciąż.
      Ja też miałam nie tak z tarczycą a w ciążę zaszłam ;)

      No właśnie Madzik, o to mi chodziło, by tego uniknąć :)

      Promyczek, ale czego się bać skoro ruchy dziecka prawidłowe, tętno też i widać że dziecku nic nie jest? Myślę, że to kwestia doczytania o wodach i oksytocynie :)
      Promyczku, ale ja też w innych nie chodzę tylko ciążowych, a w domu to w ogóle chodze w pareo z chusty zrobionym :)
      Stopy właśnie po wczorajszym spacerze mi wróciły do stanu normalnego :))
      I nie ma się co porównywać, każdy ma swoją drogę przechodzenia przez poród i czas poporodowy. Mi od wczoraj wychodzi zmęczenie, więc odpoczywam i nawet moje ADHD się z lekka uspokoiło :)


      Dzięki Kama :)

      Usuń
  13. Brawo dla Mamy! Ja na szczęście nie miałam bóli krzyżowych. U nas przy 7 cm akcja porodowa wyciszyła się i dostałam oksytocynę a później to już szybko. A pęcherz nie chciał mi pęknąć więc przebili mi później i trochę wód odeszło a pozostałe przyszły na świat razem z Szymonem dzięki czemu był praktycznie czyściutki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy 7 cm często się wycisza, by później ruszyć na nowo :)
      Same 'atrakcje' z porodami ;)

      Usuń
  14. Gratulacje! Śliczna Księżniczka :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzielna z Ciebie Kobieta :)
    Marcelinka słodka :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Gratuluję!!! Masz niesamowitą świadomość własnego ciała - podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Basiu a jak się czujesz? Nie znam się aż tak na porodach, żeby wypowiadać się na temat oksytocyny, myślę, że każdy najlepiej wie co dla niego dobre. Cieszę się, że obie jesteście w domku i odpoczywacie. Bądźcie zdrowe dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rose - jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Tylko od wczoraj zmęczenie ze mnie wyłazi, więc wypoczywam na maksa :)

      Usuń
  18. Jaaaaaaki słodziak! Ja też potwierdzam że się nie da wód przegapić. A też się bałam ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na żywo jeszcze lepszy słodziak ;)

      Usuń
  19. Basiu - GRATULUJĘ Wam zostania rodzicami!! Zazdroszczę bardzo... Mała niech się zdrowo chowa - będzie dla Was prawdziwą pociechą!

    OdpowiedzUsuń
  20. Oj ja bałabym się sprzeciwić lekarzowi, ale cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło i jesteście już razem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cześć Kama :)
      idę pocieszyc oczy do Ciebie, bo mi tęskno za ogrodem i powietrzem :)

      Usuń
  21. Cudna Marcelinka. Mama zaś bardzo dzielna. Bóle krzyżowe podobno są najgorsze, ja ich nie doświadczyłam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ony mi bardzo pomógł w ich 'rozgonieniu', da radę przeżyć :)

      Usuń
  22. Serdecznie gratuluję, dzielna kobieta i śliczna dziewczynka z pięknym imieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Basiu jak tam malutka? Jak sobie radzicie?

    OdpowiedzUsuń
  24. Basiu, gratuluję maleństwa. Piękne imię dla dziewczynki. Niech się zdrowo i ładnie rozwija.
    Diuk

    OdpowiedzUsuń

pisz, pisz proszę... czekam na wieści od Ciebie :-)

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Zobacz również: